24 stycznia.

.

Żywot św. Franciszka Salezjusza,
Biskupa i Doktora Kościoła

(żył około roku Pańskiego 1620)

Ilekroć Kościołowi św. zagrażało niebezpieczeństwo, Opatrzność Boża zsyłała mężów, którzy przez osobną łaskę i głęboką naukę stawali się jego podporami. Jednym z takich od Boga powołanych mężów był św. Franciszek, od miejsca swego urodzenia Sales zwany Salezjuszem, dla odróżnienia od świętego Franciszka z Asyżu, Franciszka Ksawerego i innych tegoż imienia.

Święty Franciszek, urodzony 21 sierpnia roku 1587, pochodził z rodu hrabiowskiego. Już jako chłopczyk rokował wielkie nadzieje tak ze względu na nadzwyczajne talenty do nauki, jak i dla swej pobożności. Sam ojciec kierował jego początkową nauką, a matka kierowała sercem chłopczyka. Sama pobożna, umiała zaszczepić prawdziwą pobożność w sercu dziecka. Chcąc w nim obudzić miłość bliźniego, przez jego ręce rozdawała jałmużny, a gdy później uczęszczał do szkół w Paryżu, często go przestrzegała: "Synu mój, wolałabym cię widzieć na marach, aniżeli bym miała się dowiedzieć, żeś Boga grzechem śmiertelnym obraził".

Franciszek nie zawiódł nadziei matki, gdyż postępował nie tylko w naukach, ale i w pobożności i cnotach. Nosił na ciele włosienicę, a najmilszym jego zajęciem było czytanie i rozważanie Pisma św. oraz pism Ojców Kościoła. Osobnym ślubem czystości poświęcił się na służbę Najświętszej Maryi Panny. Któregoś czasu przyszła nań ciężka pokusa, a mianowicie rozpacz o zbawienie. Zdawało mu się, jakoby Bóg przeznaczył go na potępienie i że wszelkie dobre uczynki nic nie znaczą wobec Pana Boga. Pokusa ta tak ciężko go trapiła, że począł schnąć. Pewnego dnia, wracając ze szkoły, wstąpił do kościoła, ukląkł przed obrazem Bogarodzicy i począł się modlić: "0 Matko Najświętsza, uproś mi łaskę, abym, jeżeli już w piekle mam Boga wiecznie nienawidzić, mógł Jego i Ciebie przynajmniej za życia serdecznie miłować". Po tej modlitwie ustąpiła pokusa i odtąd przez całe życie już go nigdy nie prześladowała.

Po sześcioletniej nauce w Paryżu udał się Franciszek na dokończenie nauk do Padwy, gdzie uzyskał stopień doktora prawa kanonicznego i świeckiego. Ojciec jego życzył sobie, aby wstąpił do służby państwowej, w której jako uczony i potomek znakomitego rodu byłby mógł dostąpić wysokich dostojeństw. Ale Franciszek innej już służbie postanowił się poświęcić, a mianowicie służbie Bożej. Ze łzami w oczach zezwolił ojciec na to, mówiąc: "Synu, jest to pierwsza boleść, którą mi sprawiasz. Ale kiedy już taka wola Boża, czyń, co się Jemu podoba; bądź szczęśliwy i uszczęśliwiaj drugich".

Święty Franciszek Salezjusz

Wyświęcony na kapłana i mianowany proboszczem katedralnym w Genewie, stał się Franciszek ulubieńcem swej parafii, tak dla słodkiej wymowy, jak i dla świętobliwego żywota. Był już dość długo na tym urzędzie, gdy od księcia sąsiedniej Sabaudii przyszła do biskupa genewskiego prośba o misjonarzy, którzy by położyli tamę gwałtownemu szerzeniu się herezji Kalwina wśród tamtejszej ludności. Podjął się tej misji św. Franciszek i udawszy się do miasta Chablais pracował z takim zapałem, że w przeciągu dwóch lat nawrócił przeszło 72 tysiące dusz na łono prawdziwego Kościoła. Misja ta była bardzo trudna, bo kalwini bardzo go nienawidzili i utrudniali mu pracę.

Wróciwszy z misji, został Franciszek w roku 1602 mianowany biskupem genewskim i tę godność piastował aż do śmierci. Oddał Bogu ducha w samą uroczystość Młodzianków roku 1622. Papież Klemens VII zaliczył go w roku 1665 w poczet Świętych Pańskich, a Pius IX dnia 19 lipca roku 1877 nadał mu tytuł "Nauczyciela Kościoła". Święty Franciszek pismami i naukami swymi starł głowę herezji kalwińskiej. Jedną z najlepszych, a znanych jego książek jest "Filotea" czyli "Droga do życia pobożnego".

Nauka moralna

Jak wiadome są po wszystek świat łzy pokutne św. Marii Magdaleny, zachwycenia świętej Teresy, i ubóstwo świętego Franciszka z Asyżu, tak wszystkiemu światu wiadoma jest cichość św. Franciszka Salezjusza.

Franciszek Salezy miał z natury charakter żywy i popędliwy, był wysokiego urodzenia i posiadał wiele takich przymiotów zewnętrznych, które podobają się światu, a tym samym podniecają pychę; nawet wrodzona tkliwość i dobroć serca stawała mu na przeszkodzie, bo im kto żywiej czuje, tym bywa drażliwszy i tym łatwiej się obraża. Mimo to wszystko dzięki wytrwałej pracy nad sobą zdołał osiągnąć wysoki stopień doskonałości chrześcijańskiej.

Jego bezinteresowność była tak wielka, że żadna pokusa zachwiać jej nie mogła. Przyjął wprawdzie biskupstwo genewskie, ale tylko przez posłuszeństwo. Gdy mu później ofiarowano arcybiskupstwo paryskie, nie przyjął tego urzędu. "Poślubiłem - odrzekł - na zawsze ten kościół genewski, a że to kościół ubogi i opuszczony, podwójną zatem popełniłbym niewierność, gdybym go się wyrzekł a przyjął kościół bogaty i kwitnący". Podobnie w późniejszym czasie odrzucił bez namysłu ofiarowaną sobie godność kardynalską.

Nigdy nie starał się o względy panów drogą pochlebstwa i ustępstw w rzeczach niezgodnych z sumieniem. Wstrętna mu była ta pozioma usłużność, która tylko uprzejmą być umie, a nie śmie być pożyteczną. Jako prawdziwy sługa Chrystusa nie umiał i nie chciał przymilać się ludziom ze szkodą ich duszy i z uszczerbkiem zbawienia wiecznego. Nigdy nie zważał na względy ludzkie, gdzie chodziło o spełnienie obowiązku. I tak w czasie swojej misji w kalwińskim mieście Thonon, otworzył kościół i zaprowadził na nowo publiczne nabożeństwa katolickie, nie oglądając się bynajmniej na gniewy innowierców, choć władze miejskie prośbą i groźbą chciały temu przeszkodzić.

Wiele miał do zniesienia trudów, przeciwieństw i prześladowań, lecz wszystko to nie zdołało powstrzymać zapału jego apostolskiej gorliwości. W czasie swej kilkuletniej misji w Sabaudii musiał cierpieć niesłychane trudy i znoje, i właśnie tam jak najwierniej sprawdził na sobie obraz dobrego pasterza, który według słów Ewangelii idzie za owcą zgubioną i na ramionach swoich do owczarni ją odnosi. Nie było miejsca tak dzikiego, któregoby się miłość jego ulękła, jeśli wiedział, że znajdzie tam nieszczęśliwego pragnącego pociechy, albo duszę potrzebującą nawrócenia. Przez śniegi i lody bezdrożne drogę sobie otwierał, potoki wezbrane przepływał, na góry niedostępne się wdzierał, aż na koniec po niewypowiedzianych znojach, zebrawszy jaką garstkę wiernych, na gruzach rozwalonych kościołów nauki do nich miewał. Nigdy nie chciał oszczędzać sił swoich i zdrowia, i na wszelkie w tym względzie prośby przyjaciół odpowiadał, że utrudzenie około sprawy Bożej przysparza mu zdrowia, tak jak żniwiarzowi tym weselej na sercu, im większą ma robotę około żniwa swego. Dniami całymi i nocami słuchał spowiedzi, nieraz po kilka razy na dzień kazania miewał, bez ustanku z miejsca na miejsce się przenosił. Słowem, na wszystko wystarczał ale zato sobie nie dawał ani chwili wytchnienia.

Nieraz nieprzyjaciele godzili na życie jego a zawsze godzili na jego sławę. Jedni podawali go za obłudnika, inni za zwodziciela. Pewnego razu przez całe trzy lata pozostawał pod zarzutem zmyślonej nikczemnej potwarzy. Prawda, a w końcu Bóg sam obronił go i dał świadectwo jego niewinności, ale pomyślmy co przez te trzy lata wycierpiał! A przecież w tych ciągłych pracach i przeciwieństwach i prześladowaniach, nie wzruszony zachował spokój i niezachwianą równowagę ducha.

Modlitwa

Boże, któryś dla zbawienia dusz błogosławionego Franciszka, Wyznawcę Twojego i biskupa dla wszystkich wszystkim uczynić raczył, da miłościwie, abyśmy słodyczą miłości Twoje przejęci, według jego napomnień postępując i je go zasługami wsparci, radości wiekuistej dostąpili. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

św. Franciszek Salezjusz
urodzony dla świata 21.08.1597 roku
urodzony dla nieba 28.12.1622 roku
kanonizowany 1665 roku
Nauczyciel Kościoła 19.07.1877 roku
wspomnienie 24 stycznia

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Duszpasterz świeckich

Tekst ks. Tomasz Jaklewicz

Miarą kochania Boga jest kochanie Go bez umiaru - takie było życiowe motto św. Franciszka Salezego (1567-1622). Pochodził z Sabaudii - księstwa położonego u zbiegu Francji, Włoch i Szwajcarii. Szlachetnie urodzony, studiował prawo i teologię w Paryżu i w Padwie. Mimo oporów zamożnej rodziny został księdzem, a następnie biskupem Genewy. Zasłynął jako gorliwy, mądry i łagodny duszpasterz. Wraz ze św. Joanną de Chantal, wdową i matką czwórki dzieci, założył zakon klauzurowy wizytek. W działalności duszpasterskiej skutecznie posługiwał się słowem pisanym, dlatego papież Pius XI ogłosił go w 1923r. patronem dziennikarzy i katolickiej prasy.

Bodaj największą zasługą Salezego było stworzenie podstaw duchowości świeckich. Wymiana listów z osobami, dla których był kierownikiem duchowym, zaowocowała powstaniem arcydzieła religijnego piśmiennictwa "Filotea, czyli droga do życia pobożnego". To pionierski przewodnik dla świeckich, którzy dążą do chrześcijańskiej doskonałości, żyjąc w świecie. Autor akcentuje powszechne powołanie do świętości: "Jest to błąd przeciwny wierze, wprost herezja, chcieć rugować życie pobożne z obozu żołnierskiego, z warsztatu rękodzielniczego, z dworu książąt, z pożycia małżeńskiego". Każdy człowiek powinien odnaleźć swoją drogę. "Inaczej ma się ćwiczyć w pobożności szlachcic, inaczej rzemieślnik lub sługa, inaczej książę, inaczej wdowa, panna lub mężatka. I nie dosyć na tym. Potrzeba jeszcze, żeby każda jednostka dostosowała sposób praktykowania pobożności do swych sił, zajęć i obowiązków. Pobożność nie psuje niczego, gdy jest prawdziwa, lecz owszem - doskonali wszystko". Tak więc nikt nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych, uczy mądry bp Franciszek. Kimkolwiek jestem, gdziekolwiek żyję, mogę odnaleźć własną drogę pobożności. Pracując, piorąc, gotując, wychowując dzieci, przy komputerze i na roli...

* * *Nie złość się nigdy na siebie ani na własne niedoskonałości. Takie gniewy, smutki i kwasy, skierowane przeciw sobie samemu, zmierzają do pychy.

Niektóre rady zapisane w "Filotei trącą myszką, ale większość zachowuje niezmienną aktualność. Wynotowuję jedną perełkę: "Nie złość się nigdy na siebie ani na własne niedoskonałości. Chociaż bowiem rozum domaga się, byśmy po każdym upadku czuli żal i smucili się, jednakże nie dopuszczajmy do tego, by to uczucie było cierpkie i niepokojone, niecierpliwe i gniewliwe. Wielu bowiem wpada w złość dlatego, że się złościli, martwią się tym, że się martwili, są rozdrażnieni tym, że dali się ogarnąć rozdrażnieniu. Takie gniewy, smutki i kwasy, skierowane przeciw sobie samemu, zmierzają do pychy i pochodzą jedynie z miłości własnej, która trapi się i niecierpliwi na widok naszej niedoskonałości. (...) Gdy więc upadnie twoje serce, podnoś je słodko, upokarzając się głęboko przed Bogiem na widok swej nędzy i nie dziwiąc się wcale swemu upadkowi, gdyż nic w tym dziwnego, iż ułomność jest ułomną, słabość słabą, a nędza nędzną".

Mądry kierownik duchowy to naprawdę wielki skarb. Są tacy jeszcze?

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 3 - 21 stycznia 2007r.

góra

.

Pobożność możliwa jest i potrzebna
we wszystkich powołaniach i stanach

Zakładki: 1. 2. 3.

Bóg stwarzając świat rozkazał roślinom przynosić owoc "każdej według swego rodzaju". Podobnie też nakazuje chrześcijanom, żywym roślinom swego Kościoła, aby przynosili owoce pobożności odpowiednio do stanu i powołania.

Inaczej rozwijać ma pobożność człowiek wyżej postawiony, inaczej rzemieślnik lub sługa, inaczej książę, inaczej wdowa, inaczej dziewica lub małżonka. Nawet i to nie wszystko. Trzeba jeszcze, aby każdy rozwijał pobożność odpowiednio do swych sił, zajęć i obowiązków.

Powiedz mi, proszę, Filoteo, czy byłoby rzeczą właściwą, gdyby biskupi zapragnęli żyć w samotności jak kartuzi, gdyby ludzie żonaci nie więcej starali się o powiększenie dóbr materialnych niż kapucyni, gdyby rzemieślnik cały dzień spędzał w kościele jak zakonnik, a znowu zakonnik był wystawiony na wszelkiego rodzaju spotkania i sprawy, jak ci, którzy zobowiązani są śpieszyć bliźnim z pomocą, na przykład biskup? Czyż taka pobożność nie byłaby śmieszna, nieuporządkowana i nieznośna? A tymczasem tego rodzaju pomyłki i nieporozumienia zdarzają się bardzo często.

Otóż nie, moja Filoteo: pobożność, jeżeli jest prawdziwa i szczera, niczego nie rujnuje, ale wszystko udoskonala i dopełnia. Kiedy zaś przeszkadza i sprzeciwia się prawowitemu powołaniu lub stanowi, z pewnością jest fałszywa.

Pszczoła tak zbiera miód z kwiatów, iż nie doznają one żadnej szkody. Pozostawia je nienaruszone i świeże, tak jak je zastała. Otóż prawdziwa pobożność czyni więcej: nie tylko nie przeszkadza żadnemu powołaniu, żadnemu zajęciu, ale przeciwnie, wszystko doskonali i ozdabia.

Podobnie jak szlachetne kamienie wrzucone do miodu nabierają większego blasku jaśniejąc zgodnie ze swą barwą, tak też powołanie każdego człowieka doskonali się i staje się pożyteczniejsze, gdy łączy się z nim pobożność. Pobożność sprawia, iż kierowanie rodziną staje się pełne pokoju, że bardziej szczera staje się miłość małżonków, a posłuszeństwo należne władzy pełniejsze, że wszelkie inne zajęcia stają się przyjemniejsze i bardziej powabne.

Błędem jest zatem, nieomal herezją, usuwanie pobożności z wojskowych koszar, z rzemieślniczych warsztatów, z dworu książąt, z mieszkań małżonków. To prawda, droga Filoteo, że powołanie czysto kontemplacyjne, monastyczne i klasztorne nie może być urzeczywistniane przy tego rodzaju obowiązkach i zajęciach. Jednakże oprócz tych trzech rodzajów pobożności istnieje wiele innych, które zdolne są udoskonalić ludzi żyjących w stanie świeckim.

Gdziekolwiek zatem jesteśmy, możemy i powinniśmy dążyć do doskonałości. (*)

Módlmy się. Boże, z Twojej woli dla zbawienia ludzi święty Franciszek Salezy, biskup, stał się wszystkim dla wszystkich, + spraw, abyśmy za jego przykładem służyli bliźnim * i dawali im odczuć Twoją ojcowską miłość. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, + który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Z Wprowadzenia do życia pobożnego
św. Franciszka Salezego, biskupa
(część 1, rozdz. 3)

brewiarz.pl - Godzina czytań 24.01.2017r.

góra

<< wywołanie menu święci i błogosławieni

.